czwartek, 4 sierpnia 2016

Proces lekarski, więc lekarz dowodzi swoich racji

Proces lekarski, więc lekarz dowodzi swoich racji


Autor: Marek Koenner


W procesach o błąd medyczny sporym problemem dla lekarza czy podmiotu leczniczego jest okoliczność, że ciężar dowodu okoliczności zwalniających go z odpowiedzialności spoczywa głównie na nim.


Zgodnie z podstawową zasadą wskazaną w art. 6 K.c. ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne. Reguła ta ma swoje potwierdzenie w zdaniu pierwszym art. 232 K.p.c., w myśl którego strony są obowiązane wskazywać dowody dla stwierdzenia faktów, z których wywodzą skutki prawne. Jednak w przypadku procesów lekarskich zachodzi poważny wyjątek.

W tym miejscu konieczne jest jednak wyjaśnienie, że sąd decyduje po przeprowadzeniu analizy prawnej poczynionych w toku procesu ustaleń faktycznych. Natomiast dla dokonania tychże ustaleń przeprowadza postępowanie dowodowe. W ramach tego postępowania sąd - głównie na rozprawie - wysłuchuje zeznań świadków, wyjaśnień stron oraz dodatkowych ustnych wyjaśnień biegłych, którzy sporządzili opinie na piśmie. Dodatkowo sąd analizuje wszelkie złożone w sprawie dokumenty oraz pisemne opinie biegłych. Wyjątkowo dowodami są różne inne źródła, a w szczególności dowody z nowych mediów, czyli zapisy z smsów, z maili, a także nagrania rozmów.

Poglądy orzecznictwa na dowodzenie w procesach lekarskich

I właśnie w procesach lekarskich pojawił się jeden poważny problem, z którym spotyka się pacjent dochodzący swoich roszczeń. Mianowicie nie posiada on specjalistycznej wiedzy, której dotyczyć ma dowodzenie. Ponadto nie jest w stanie przedstawić najważniejszych w sprawie dokumentów, gdyż nie dysponuje dokumentacją medyczną.

Dlatego Sąd Najwyższy przychylił się do koncepcji dowodu prima facie. Aczkolwiek jego podstawa prawna może budzić wątpliwości, to w praktyce dowód ten uznawany jest za odmianę domniemania faktycznego uregulowanego w art. 231 K.p.c., zgodnie z którym sąd może uznać za ustalone fakty mające istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, jeżeli wniosek taki można wyprowadzić z innych ustalonych faktów.

SN w wyroku z dnia 2 czerwca 2010 r. (III CSK 245/09, LEX nr 611825) uznał, że dowód ten „zwalnia stronę ponoszącą ciężar dowodu od żmudnego wykazania wszystkich etapów związku przyczynowego między pierwotnym zdarzeniem sprawczym a szkodą, wymaga jednak wysokiego prawdopodobieństwa istnienia pierwszego i kolejnych zdarzeń sprawczych, pozwalających traktować je, jako oczywiste.”

W praktyce oznacza to, że ciężar dowodu zostaje przerzucony na stronę, która się broni: lekarza (lub podmiot leczniczy). To on musi udowodnić, że nie ponosi odpowiedzialności za zdarzenie, które zdaniem pacjenta doprowadziło do szkody.

Przykład procesów wynikających z zakażenia

Szczególnie problem ten uwidacznia się w procesach wynikających z zakażenia. Przykłady z orzecznictwa pokazują jednak również, że przerzucenie ciężaru dowodu na lekarza nie oznacza w takim wypadku jego oczywistej odpowiedzialności.

Ciekawa jest sytuacja, jaka miała miejsce w sprawie rozstrzyganej ostatecznie przez SN wyrokiem z dnia 23 marca 2007 r. (V CSK 477/06, LEX nr 470003). Mianowicie „w toku postępowania przed Sądem pierwszej instancji ustalono, że w 1993 r. powódka miała operację serca, później w toku leczenia oraz pobierania materiałów do analiz następowało przerwania ciągłości tkanek. W 2000 r. przebywała w szpitalu w związku z zabiegiem podnoszenia powiek, a w 2002 r. okazało się, w czasie pobytu w szpitalu, że jest zarażona żółtaczką. Biegły stwierdził, że nie można wykluczyć zakażenia tą chorobą podczas operacji w 1993 r., ale mnogość zabiegów związanych z przerywaniem ciągłości tkanek nie pozwala wykluczyć zarażenia gdzie indziej. Prawdopodobieństwo zakażenia w szpitalu w roku 1993 wynosi ok. 40-50%. Podobnie z drugiej opinii wynika, że do zakażenia mogło dojść w 1993 r. podczas pobytu w szpitalu, ale równie prawdopodobne jest takie zakażenie w okresie późniejszym. Powódka twierdziła, że do zakażenia jej doszło podczas pobytu w szpitalu w 1993 r.”

W końcu SN doszedł do wniosku, że również dowody prima facie muszą podlegać stosownej ocenie. I uznał w tym wypadku, że „nie został wykazany związek przyczynowy pomiędzy zakażeniem powódki wirusem HCV a pobytem w szpitalu w 1993 r.”

Warto jest więc wyważyć ciężar dowodu w drodze rozsądnej oceny przez sąd, o ile taka jest dokonywana.

Dlatego trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jeden wyrok, tym razem Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 28 kwietnia 1998 r. (I ACa 308/98, PiM 2002/12/147, Lex nr 76297), w którym tenże zauważył, że „w razie zakażenia pacjenta chorobą zakaźną, pozwany szpital chcąc się zwolnić od odpowiedzialności powinien przynajmniej wykazać, że istniało wysokie prawdopodobieństwo innego powstania szkody.”

Wniosek

Na koniec podkreślenia wymaga zatem, że w procesach lekarskich ciężar udowodnienia swojej niewinności obciąża w zdecydowanym stopniu lekarza i podmiot leczniczy, nie zaś pacjenta dochodzącego swych roszczeń.


dr Marek Koenner, radca prawny, autor bloga: Prawodlalekarza.pl, prowadzi Kancelarię Medyczną doradzającą lekarzom i podmiotom leczniczym

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz